Zielona Góra stoi. Brak buspasów paraliżuje komunikację miejską
Piątkowe popołudnie na ul. Sulechowskiej po raz kolejny obnażyło słabość systemu transportowego Zielonej Góry. Korek samochodów osobowych osiągnął długość dwóch–trzech kilometrów, sięgając za stadion miejski, aż od ronda Bandurskiego, z wyraźną tendencją do wylewania się na Trasę Północną.
Nie był to incydent nadzwyczajny. Był to modelowy przykład codziennego paraliżu komunikacyjnego, który w tym mieście stał się normą.
Autobusy unieruchomione razem z samochodami
Najbardziej wymownym obrazem sytuacji był fakt, że autobusy MZK… nie kursowały. Stały w tym samym korku co samochody osobowe, bez żadnej możliwości ominięcia zatoru.
Efekt był natychmiastowy:
-
pasażerowie opuszczali przystanki,
-
ludzie rezygnowali z transportu publicznego,
-
mieszkańcy szli pieszo w stronę centrum, uznając, że będzie szybciej niż autobusem.
To nie jest problem „złego dnia”. To systemowa porażka priorytetów transportowych.
Buspas? Miasto powiedziało „nie”
Władze miasta nie zgodziły się na wyznaczenie buspasa na ul. Sulechowskiej – jednej z głównych osi wlotowych do centrum. Co więcej, pomysłu nie poparli nawet dziennikarze lokalnych redakcji, mimo że ich siedziby znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie tej ulicy (Gaz. Wyborcza) i również są zakładnikami korków.
To znamienne: nawet osoby, które codziennie obserwują skutki zatorów, nie zdecydowały się publicznie poprzeć rozwiązań systemowych, które w większości miast europejskich są standardem.
Modal split: transport zbiorowy na marginesie
Na podstawie wizji lokalnej i uważnej obserwacji około 60% długości korka można było dokonać prostego, lecz wymownego wniosku:
udział transportu zbiorowego w podziale zadań transportowych (modal split)
sięga zaledwie kilku procent.
W całym, wielokilometrowym zatorze:
-
jeden niemal pusty autobus stał w środku korka,
-
drugi – przy jego końcu.
Reszta to niemal wyłącznie samochody osobowe, w ogromnej większości z jednym pasażerem.
Błędne koło transportowe
Brak buspasów powoduje efekt domina:
-
autobusy stoją w korkach,
-
transport publiczny staje się niekonkurencyjny czasowo,
-
mieszkańcy wybierają samochody,
-
korki się pogłębiają,
-
miasto reaguje… brakiem decyzji.
To klasyczne błędne koło, z którego nie da się wyjść bez odważnych decyzji infrastrukturalnych.
Buspasy nie są fanaberią
Buspas:
-
nie jest przywilejem,
-
nie jest ideologią,
-
nie jest karą dla kierowców.
Jest narzędziem zarządzania ruchem, które:
-
zwiększa przepustowość ulicy,
-
pozwala przewieźć więcej osób mniejszą liczbą pojazdów,
-
stabilizuje rozkłady jazdy,
-
realnie zachęca do porzucenia auta.
Miasto, które nie daje autobusom przewagi, samo skazuje się na permanentny korek.
Konkluzja
Ul. Sulechowska pokazała w pigułce problem Zielonej Góry:
-
brak priorytetu dla transportu zbiorowego,
-
lęk przed buspasami,
-
decyzje odkładane latami,
-
mieszkańcy płacący czasem, nerwami i zdrowiem.
Dopóki autobusy będą stały w tych samych korkach co samochody,
transport publiczny w Zielonej Górze pozostanie wyborem desperackim, a nie racjonalnym.
opr. CzatGPT prompt AF

Komentarze
Prześlij komentarz