Wagmostaw po kilku latach: obietnice, których nie widać, i krajobraz, który wysycha
Fot. Wycinka drzew na Wagmostawie- zniszczono "drzewny tunel". Park po lewej stronie już także znikł. Wycięto większość drzew.
Jeszcze kilka lat temu Wagmostaw miał być jedną z wizytówek zielonogórskiej rewitalizacji terenów zielonych – miejscem odpoczynku, rekreacji i lokalnej integracji. Dziś jednak coraz częściej pojawia się pytanie, czy projekt ten nie został okrojony kosztem jakości, a konsekwencje tych decyzji widać gołym okiem: wysychające otoczenie stawu, obumierające krzewy i przestrzeń, która z roku na rok traci swój pierwotny urok.
Spór dotyczy jednego, kluczowego elementu: systemu sztucznego nawadniania, który – według części mieszkańców – był wpisany w pierwotne założenia projektowe, lecz nigdy nie został wykonany.
„Czy ktoś to w ogóle obiecywał?”
W korespondencji z 1 października 2018 r. przedstawicielka Urzędu Miasta Zielona Góra, Maria Pięta, stawia sprawę jasno:
„Proszę o informację, kto obiecywał mieszkańcom sztuczne nawadnianie trawników wokół Wagmostawu? Nie przypominam sobie, aby takie deklaracje padały ze strony Urzędu Miasta.”
Jednocześnie urząd deklarował wówczas działania zastępcze: dosiewanie trawy oraz nowe nasadzenia w miejsce uschniętych krzewów i drzew.
Problem w tym, że takie działania mają charakter doraźny, a nie systemowy. Dosiewanie roślin bez zapewnienia wody w coraz suchszym mikroklimacie oznacza w praktyce powtarzanie tego samego błędu.
Co mówią mieszkańcy sąsiednich posesji?
Aby zweryfikować, czy system nawadniania był jedynie „mitem”, czy realnym elementem projektu, przeprowadzono rozmowy z osobami mieszkającymi bezpośrednio przy Wagmostawie. Z ich relacji wyłania się spójny obraz:
-
system sztucznego nawadniania był wpisany w założenia projektowe,
-
projekt – według mieszkańców – przygotowywała architekt,
-
na etapie projektowym prowadzono uzgodnienia z sąsiednimi posesjami,
-
planowano również kryte altany, które nigdy nie powstały.
Co istotne, inwestycja była realizowana w formule „zaprojektuj i wybuduj”. Oznacza to, że wykonawca odpowiadał zarówno za projekt wykonawczy, jak i realizację. W takich przypadkach pojawia się istotne pytanie:
👉 czy miasto dopuściło zmiany w projekcie bez konsultacji społecznych, czy zaakceptowało oszczędności kosztem funkcjonalności?
Skutki widać dziś w terenie
Efekt końcowy jest trudny do zakwestionowania:
-
wyschnięte trawniki,
-
obumarłe krzewy iglaste,
-
zdegradowany krajobraz wokół zbiornika wodnego,
-
konieczność ciągłych „napraw” zamiast trwałego rozwiązania.
Brak systemu nawadniania w miejscu, które z definicji miało pełnić funkcję retencyjno-rekreacyjną, jest szczególnie niezrozumiały w dobie:
-
postępujących susz,
-
coraz wyższych temperatur,
-
miejskich wysp ciepła.
Problem nie tylko estetyczny, ale systemowy
Spór o Wagmostaw nie dotyczy wyłącznie jednego stawu w Zielona Góra. To przykład szerszego problemu zarządzania inwestycjami miejskimi:
-
rozbieżności między koncepcją a realizacją,
-
braku transparentności zmian projektowych,
-
pomijania konsultacji społecznych na etapie „optymalizacji kosztów”.
Jeśli system nawadniania rzeczywiście był elementem uzgodnionym, a następnie zniknął z projektu, to mamy do czynienia nie z „różnicą pamięci”, lecz z konkretną decyzją administracyjną, za którą ktoś powinien wziąć odpowiedzialność.
Pytania, które nadal pozostają bez odpowiedzi
-
Czy pierwotna dokumentacja projektowa zawierała system sztucznego nawadniania?
-
Kto i na jakim etapie zgodził się na jego usunięcie?
-
Czy mieszkańcy zostali o tych zmianach poinformowani?
-
Ile miasto wydało – i nadal wydaje – na „dosiewanie” i wymianę roślin, zamiast na trwałe rozwiązanie?
Bez rzetelnej odpowiedzi na te pytania Wagmostaw pozostanie symbolem rewitalizacji na skróty – ładnej na wizualizacjach, lecz coraz mniej funkcjonalnej w rzeczywistości.
opr. CzatGPT

Komentarze
Prześlij komentarz